Przez kilka dni nie mogłam pisać z powodu zdenerwowania. Ja też
znałam Simona Mola. Znała go także moja przyjaciółka Magda. O ile
jednak, ja nie lubię Murzynów i starszych osobników (takich powyżej
30stki) to dla Magdy, Simon był łakomym kąskiem.
I nie tylko dlatego,
że wyznawali podobne postępowe poglądy. Magda chciała się z nim przespać, bo miała ochotę na Czarnego. I zrobiła to! Wczoraj przyszła odpowiedź z badania na obecność HIV.
Wynik był negatywny.
Na całe jednak szczęście nie odbyła z nim pełnego stosunku. Nie
chcę wchodzić w szczegóły. Ohyda!
Znam dwie dziewczyny, które z nim spały, Martę i Anię. To
straszne, ale te dziewczyny umrą przez tego bydlaka!
Czasami miewałam ochotę na jakieś zabawy z innymi facetami. Ale w tej
chwili, jestem tak przerażona, ze nie mogę tego robić nawet z
Maćkiem. Jakiś wstręt napawa mnie do tych spraw od czasu jak ta afera
wyszła na jaw.
Miałam tyle do opowiedzenia na temat Izraela, ale wszystko to
skończyło się z momentem podania wiadomości o tym czarnym chamie.
Chciałam też opowiedzieć o mojej rozmowie z Maćkiem, na temat
mojego pochodzenia, mojej historii i mojego ojca. Wspomnę jedynie o tym, że po wyjawieniu mu wszystkiego, przeżyłam
prawdziwą ulgę, a sam Maciek okazał się być facetem z klasą.
Prosił jedynie bym nie chwaliła się jego przyjaciołom, że mój
tata pracował w SB. Takie czasy.
Wigilia. Ale u nas w domu nie ma żadnej choinki czy innych akcentów świątecznych. To święto nas Żydów nie dotyczy. To bardzo zasadnicze rozróżnienie między nami a innymi. W grudniu mamy Chanukę. Była tydzień temu i nieźle się wyszalałam na imprezie.
Byłam miesiąc w Izraelu i dlatego tyle nie pisałam. Chciałam coś naskrobać stamtąd, ale nie miałam sił. Za bardzo przeżywałam ten wyjazd. Tak, jest zresztą do dzisiaj. Nie umiem jeszcze okiełznać tego co widziałam, czułam...
A najgorsze jest to, że jadąc tam pierwszy raz od 1990 roku, miałam nadzieję na odzyskanie swojej tożsamości. Nie chcę być poszukującą swojego miejsca na ziemie Żydówką w Warszawie. Chcę być warszawianką, Polką, albo Żydówką w Polsce ale z jasnym przesłaniem: tutaj tylko mieszkam, ale jestem z Izraela. Ale do żadnego rozstrzygnięcia nie doszło a ja mam jeszcze większy mętlik w głowie niż przed wyjazdem. I być może muszę stwierdzić, że Polska jest mi bliższa, niż tamto państwo, ale wyjaśnię to potem pisząc kto mnie tam zaprosił.
Wiecie dlaczego Żydzi w Izraelu dziwią się, że mieszkam w Polsce? „Jak możesz żyć na cmentarzu”? – pytają. Tak widzą Polskę. Dla nich, Polska to przede wszystkim jeden wielki cmentarz. Miejsce rzezi Żydów. Ale nie jest prawda, że oskarżają Polaków o Holocaust. Nie spotkałam się ani razu z taką opinią, z której żyją świry z Młodzieży Wszechpolskiej.
Wybieraliśmy i dalej wybieramy! Następnego dnia po pierwszej turze pobiegłam z gratulacjami do Maćka, a on wściekły! Jego boss Marcinkiewicz i ich cały sztab, uważają, że przegrają. Ha, ha! I dobrze! Mam nadzieję, że Walcowa wygra! Powiedziałam to Maćkowi i powiem szczerze, że zaimponował mi tym, że nie wydarł się na mnie tylko powiedział spokojnie „zobaczymy”. Maciek ma jeszcze nadzieję, że elektorat Borowika poprze jego kandydata. Ale to bujda na resorach!
Obydwoje z Magdą głosowałyśmy na Zielonych 2004 i oczywiście Borowskiego. Magda, bo czasami udzielała się w Green Peace, a ja, bo tylko zieloni zaprotestowali przeciwko odsłonięciu pomnika Dmowskiego.
Niestety zauważyłam, że zdecydowana większość ludzi, w tym na kierunkach humanistycznych, nie wie jakim on był rasistą
Byłam dzisiaj z Magdą na zakupach w G.C (Grzesia Ciechockiego jak mówi moja Magda o Galerii Centrum). I pakuję się na wyjazd do Izraela. Dzwoniłam tam wczoraj, pytając się jaka u nich jest pogoda. Usłyszałam „a jaka może być pogoda w Izraelu?” Czasami zachowuje się jak idiotka.
Dziękuje za komentarze. Zrobiłam jedną ważną rzecz dzięki nim. Pierwszy krok by się odsłonić przed Maćkiem. On wie, że wyjeżdżam do Izraela bo ciotka wykupiła mi wycieczkę. A ja po powrocie stamtąd opowiem mu o swojej rodzinie i o sobie. Gdyby zaakceptował to wszystko to bym go pokochała. To pewne. Ja równocześnie myślę, że nie chcę go kochać bo boję się zostać zraniona.
Nieźle, nieźle. Sądząc po komentarzach, a zwłaszcza napaści „diabeulka” (co za nieuk, ortografia jak z podstawówki!) mam rację z tym, że się nie ujawniam.
Takich diabeuków jest mnóstwo naokoło mnie. Wdać się w dialog z takim ignorantem to byłoby straszne. Gdyby wariat co myśli, że jacyś wymyśleni Żydzi z „Protokołów Mędrców Syjonu” rzekomo nic innego nie robią tylko chcą go wykorzystywać wiedział np., że rabin zawsze przed Kidisz Jatom przed żołnierzami, którzy zginęli za państwo Izrael wymienia tych, którzy zginęli za Polskę to by się dopiero zdziwił.
No właśnie czyli trzeba najpierw coś solidnie wiedzieć a nie czytać pełne zabobonów i rasizmu książki i traktować je poważnie. Ale zostawmy wariatów psychiatrom.
Bardziej denerwują mnie teraz roboty ziemne przed uniwerkiem. Co oni wyprawiają? Dlaczego nie rozkopali Krakowskiego Przedmieścia latem gdy nie było studentów? Werpety, dziury, doły. Zimny jesienny wiatr pełen kurzu a po deszczu błoto grube jak na wiejskim targu.
Powiedziałam o tym (wydawało mi się, że zupełnie niewinnie) Maćkowi. Ale jak tylko zaczęłam marudzić zdenerwował się, że nie mam pojęcia o zarządzaniu miastem. Oczywiście zareagował tak tylko dla tego, że pracuje dla Marcinkiewicza. Czyli moje uwagi o uciążliwym dojściu do uniwerku to dla niego atak na jego bossa. Wkurzył mnie tym okropnie.
Naprawdę czułam się trochę jak dziwka, że nie pokłóciłam się z Maćkiem wiedząc, że po kłótniach się nie bzykamy. Było krótko bo mój rycerz jest zalatany od obowiązków i nadskakiwania w sztabie wyborczym.
Widzę, że zaczynają się pojawiać komentarze. Niektórych nie rozumiem i
nie wiem czy są do mnie kierowane. Wpis o tym, że w Warszawie jest
znacznie łatwiej być Żydówką niż gdzieś tam w małej dziurze w Polsce bardzo
mnie początkowo dotknął. Ale uświadomiłam sobie, że rzeczywiście mam szczęście, mogąc chodzić na modły i spotykać innych Żydów w jakimś "żydowskim miejscu" jak "Barbuk", to taka knajpka na Twardej, czy podobne.
Ale wiara to nie wszystko. Jest jeszcze nadzieja, więc opowiem Wam trochę o Maćku. Nie wiem, czy 180 cm wzrostu, to dużo czy nie. Maciek tyle właśnie mierzy. (Wiem natomiast, że członek wielkości 17 cm to wystarczająco dużo. Przynajmniej dla mnie.) W porównaniu ze swoimi kolegami z partii jest wyjątkowo wysoki, cha, cha...
Czy mówiłam już, że Maciek jest przydupasem
Marcinkiewicza? Coraz mniej czasu mamy dla siebie, bo on z dnia na dzień bardziej i bardziej zaganiany jest przy wyborach. Mnie to akurat odpowiada.
Lubię myśleć, że go „mam”.
Ale, nie mam ochoty spędzać z nim całego swojego
wolnego czasu. Chociaż czasami czuję się jak dziwka, jak
nie widujemy się tydzień, a potem on przeleci mnie w tym swoim
samochodzie (na rozkładanym z tyłu łóżku). Tak się właśnie czułam w piątek. Było jeszcze w miarę ciepło i ładnie. (Teraz sobie pomyślałam co to ma do rzeczy?).
Maciek nie będzie moim mężem, ale cieszę się, że jest.
On sam mówi mi, że „byłoby inaczej gdybym chciała z nim założyć rodzinę”.
Wtedy poświęcałby mi więcej czasu. A ja czuję, że to założenie rodziny to
dla niego kolejna zagrywka polityczna. Debil!
Moja ciotka od razu go wyczuła. Kilka miesięcy temu, zaprosiła mnie z
Maćkiem na obiad. Bardzo dużo wtedy ze sobą rozmawiali, chociaż przede
wszystkim o polityce. Po tym spotkaniu ciotka powiedziała mi, że „dla
takiego pokroju ludzi, miłość zawsze będzie na drugim miejscu”. Mnie to
teraz, ani ziębi ani grzeje. Może gdyby wyznał mi, że mnie kocha bardziej byłabym zaangażowana. Na teraz przynajmniej dobrze mnie pieprzy. A tak w ogóle to wkrótce znowu polecę do Izraela!
Przyjechałam do Polski w 1991 roku. Miałam wtedy 10 lat. To był chyba
listopad. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżaliśmy z Izraela. Pamiętam jak po przyjeździe do Warszawy było mi bardzo zimno. Wszystko było jakieś takie szare i ponure.
To chyba jedno z najgorszych wspomnień w moim życiu. W kolejności najbardziej bolesnych doświadczeń, przyjazd (mój ojciec zawsze uważa, że do Polski „wróciliśmy”) tutaj jest drugim w kolejności.
Pierwsze miejsce zajmuje śmierć mojej mamy z rąk Palestyńczyków w 1987 roku. Nie czuję do nich nienawiści. My, Żydzi, potrafimy nienawidzić jak prawie nikt, jak potrafią chyba tylko narody dręczone przez setki lat, ale ojciec nawet w Izraelu był w partii komunistycznej a tam jest mnóstwo Arabów.
Tak więc jej śmierć była naszą, z ojcem, wielką tragedią, ale w polityce Rakach (tak się wtedy nazywała partia komunistów) to był tylko „wypadek przy pracy” palestyńskiego ruchu wyzwoleńczego. Zresztą jak wiadomo zamachy w Izraelu to element wkalkulowany w życie w tym kraju.
Ale ja o powrocie chciałam. W naszym domu zawsze mówiło się po polsku,
czytało po polsku, po polsku opowiadano mi bajki. Takich rodzin są pewnie jeszcze setki w Izraelu a kiedyś oczywiście było tysiące. Właściwie to do pewnego stopnia żyliśmy w takiej małej Polsce. Była polska gazeta, księgarnia, wieczory literackie.
Ale to wszystko się odbyło za szybko. Niewiele wtedy jeszcze rozumiałam. Za szybko straciłam mamę, za szybko weszłam w dorosłość i za szybko przyjechaliśmy tutaj.
Nie zapomnę tego momentu, jak tata przyszedł z pracy do domu i
powiedział.
- Jedziemy do Polski...
- Jedziemy do Polski? Na jak długo?
- Zobaczymy – odpowiedział tata i ze śmiechem dodał – Może tam
zostaniemy?
Idiota! Wiem, nie powinnam tak o nim mówić. Ale oszukał mnie i
tego nie mogę mu wybaczyć! Od początku chciał tu zostać! Jak on może
mówić, że Polska to jego kraj!?
Mojego tatę wyrzucono stąd w 1968 roku. Pracował wtedy na Uniwersytecie
Warszawskim. Od czasu do czasu ojciec wskazuje palcem na kogoś w
gazecie albo w telewizji i mówi „o patrz, ten mnie wyrzucał” albo „ten też kapował na mnie” albo „to syn moczarowca z historii (czyli z instytutu historii)” albo „jego ojciec aryzował wydział prawa (czyli wywalał stamtąd Żydów)”.
Mam wrażenie, że setka osób ze świecznika wywalała mojego tatę z jego kraju. Myślę, że trochę rzeczy mu się zaczyna mieszać, chociaż czasami opowiada mi o tak strasznych sprawach, że trudno nie wierzyć.
Na przykład o tym, jak po drugiej wojnie światowej, chociaż
miał wtedy 20 lat, został ubekiem i "przesłuchiwał akowców" i potrafi mi mówić, co to znaczyło wtedy "przesłuchiwać" bym - jak powtarza -"nie miała przesadnych oczekiwań wobec ludzi". I
zawsze wtedy powtarza, że tych, co ratowali w czasie wojny Żydów, on i
inni, potrafili „wyciągnąć z największych kazamatów, tym bardziej że
było ich tak niewielu”.
Z takim bagażem życiorysu ojca nie trudno chyba zrozumieć, że boję się pytań o rodzinę. Wyobraźcie sobie, że jesteśmy na jakieś imprezce, na Woli, obok muzeum Powstania Warszawskiego, a ja opowiadam o tym, jak mój ojciec zamęczał w więzieniu tych biednych chłopaków po wojnie. Wyobrażacie to sobie?
Ten mój Maciek. No co za idiota! Czasami nie pojmuję jak można być
takim kretynem. Czy wystarczy mieć coś wystającego pomiędzy nogami, żeby
być idiotą? Bo mam wrażenie, że na tym to polega! Czy każdy facet to po
prostu debil?!
Przyjechał do mnie na uczelnię swoim samochodem. (Może ja z nim jestem
trochę dla tego samochodu?). Jest to stary Volkswagen Westfalia, z podniesionym dachem i możliwością zaparzenia w środku kubka kawy. Ma też lodówkę i zlew. Taki kamping na kółkach. On uwielbia ten samochód. Więc siedzimy w tym samochodzie.
Maciek postawił wodę na kawę, ja czytam gazetę. Jest cieplutko i przytulnie:
- Czytałeś co powiedział ten Putin o prezydencie Izraela? - spytałam
Maciek zaczął się śmiać. Ja nic śmiesznego w tym nie widziałam.
- Słyszałem w radiu.. Powiedział, że uważa go za bohatera i zazdrości
mu że ten w wieku 60 lat przeleciał 10 kobiet, ha, ha – mówi Maciek i
szczerzy zęby.
- A ty uważasz, że to jest śmieszne? - pytam
- Ale co? To, że Kacaw przeleciał swoje sekretarki czy to że Putin
powiedział to co myśli większość facetów? - mówi Maciek.
A ja od razu sobie przypomniałam, jak Andy Warchoł zastanawiał się
„jak można zgwałcić prostytutkę”. Dla Maćka właśnie wtedy „po raz pierwszy
Lepper powiedział coś sensownego”.
- Wypuść mnie – powiedziałam – I nie dzwoń do mnie dzisiaj. Nie mam
ochoty na twoje towarzystwo.
I poszłam.
Jak ja nie cierpię czasami facetów!
A tak w ogóle to się dobrze składa. W spokoju pójdę sobie dzisiaj na
szabasowe nabożeństwo. Nie będę musiała wymyślać i kłamać mu, że jestem
na przykład w tym samym czasie z Magdą lub siedzę i czytam tacie.
A swoją drogą, to kiedy w końcu mu powiem, że jestem inna, jestem Żydówką i od jakiegoś czasu coraz bardziej jest to dla mnie ważne?