ponura i szara Polska

2006-10-24 17:30:34

Przyjechałam do Polski w 1991 roku. Miałam wtedy 10 lat. To był chyba
listopad. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżaliśmy z Izraela. Pamiętam jak po przyjeździe do Warszawy było mi bardzo zimno. Wszystko było jakieś takie szare i ponure.

To chyba jedno z najgorszych wspomnień w moim życiu. W kolejności najbardziej bolesnych doświadczeń, przyjazd (mój ojciec zawsze uważa, że do Polski „wróciliśmy”) tutaj jest drugim w kolejności.

Pierwsze miejsce zajmuje śmierć mojej mamy z rąk Palestyńczyków w 1987 roku. Nie czuję do nich nienawiści. My, Żydzi, potrafimy nienawidzić jak prawie nikt, jak potrafią chyba tylko narody dręczone przez setki lat, ale ojciec nawet w Izraelu był w partii komunistycznej a tam jest mnóstwo Arabów.

Tak więc jej śmierć była naszą, z ojcem, wielką tragedią, ale w polityce Rakach (tak się wtedy nazywała partia komunistów) to był tylko „wypadek przy pracy” palestyńskiego ruchu wyzwoleńczego. Zresztą jak wiadomo zamachy w Izraelu to element wkalkulowany w życie w tym kraju.

Ale ja o powrocie chciałam. W naszym domu zawsze mówiło się po polsku,
czytało po polsku, po polsku opowiadano mi bajki. Takich rodzin są pewnie jeszcze setki w Izraelu a kiedyś oczywiście było tysiące. Właściwie to do pewnego stopnia żyliśmy w takiej małej Polsce. Była polska gazeta, księgarnia, wieczory literackie.
Ale to wszystko się odbyło za szybko. Niewiele wtedy jeszcze rozumiałam. Za szybko straciłam mamę, za szybko weszłam w dorosłość i za szybko przyjechaliśmy tutaj.

Nie zapomnę tego momentu, jak tata przyszedł z pracy do domu i
powiedział.

- Jedziemy do Polski...

- Jedziemy do Polski? Na jak długo?

- Zobaczymy – odpowiedział tata i ze śmiechem dodał – Może tam
zostaniemy?

Idiota! Wiem, nie powinnam tak o nim mówić. Ale oszukał mnie i
tego nie mogę mu wybaczyć! Od początku chciał tu zostać! Jak on może
mówić, że Polska to jego kraj!?

Mojego tatę wyrzucono stąd w 1968 roku. Pracował wtedy na Uniwersytecie
Warszawskim. Od czasu do czasu ojciec wskazuje palcem na kogoś w
gazecie albo w telewizji i mówi „o patrz, ten mnie wyrzucał” albo „ten też kapował na mnie” albo „to syn moczarowca z historii (czyli z instytutu historii)” albo „jego ojciec aryzował wydział prawa (czyli wywalał stamtąd Żydów)”.

Mam wrażenie, że setka osób ze świecznika wywalała mojego tatę z jego kraju. Myślę, że trochę rzeczy mu się zaczyna mieszać, chociaż czasami opowiada mi o tak strasznych sprawach, że trudno nie wierzyć.

Na przykład o tym, jak po drugiej wojnie światowej, chociaż
miał wtedy 20 lat, został ubekiem i "przesłuchiwał akowców" i potrafi mi mówić, co to znaczyło wtedy "przesłuchiwać" bym - jak powtarza -"nie miała przesadnych oczekiwań wobec ludzi". I
zawsze wtedy powtarza, że tych, co ratowali w czasie wojny Żydów, on i
inni, potrafili „wyciągnąć z największych kazamatów, tym bardziej że
było ich tak niewielu”.

Z takim bagażem życiorysu ojca nie trudno chyba zrozumieć, że boję się pytań o rodzinę. Wyobraźcie sobie, że jesteśmy na jakieś imprezce, na Woli, obok muzeum Powstania Warszawskiego, a ja opowiadam o tym, jak mój ojciec zamęczał w więzieniu tych biednych chłopaków po wojnie. Wyobrażacie to sobie?

skomentuj (8)
Strona główna